Wczoraj o 2 w nocy, wróciliśmy do domu. Trochę trudno nam, a raczej mi przyzwyczaić się do chodzenia w skarpetkach i długich spodniach :P Ale co zrobię? Nic nie zrobię.
Rufi w drodze powrotnej był grzeczny, przeszkadzało mi tylko to, że nie chciał leżeć na środku w aucie, tylko na podłodze, przez co musiałam ciągle uważać, żeby go nie nadepnąć, w sumie, to nic nie dało, bo i tak 2 razy nadepnęłam mu na ogon. Ale dzielenia siedzenia się z siostrą, psem, bańką z wodą i koszem z jedzeniem nie należy do najprzyjemniejszych :P
A i czemu nie opisywałam kolejnych dni? Nie było co opisywać, bo każdy dzień wyglądał tak samo ;) No oprócz jednego jak byliśmy w Śybeniku (pomyliłam się, bo jak napisałam w Śybeniku w poprzednim poście byliśmy w Primoszten) i trochę zwiedzaliśmy ;)
W Chorwacji było super, za rok znów jedziemy i znów razem :)
Pozdrawiamy!
P.S - Jak radzicie zacząć naukę "trzymaj" ?



